1000 zł za dziecko

3 marca 2015 | Autor | Kategoria: Matka w sieci

W swoim ubiegłorocznym expose premier Ewa Kopacz zapowiedziała szereg działań, które mają być wsparciem dla polskiej rodziny i w efekcie doprowadzić do pobudzenia fatalnych wyników polskiej demografii. Od ogłoszenia planu minęło już ponad pół roku jednak konkretne rozwiązania nadal się nie pojawiły. Szansę na realne przeprocedowanie i wprowadzenie w życie ma zaledwie jedna propozycja i to ta najbardziej spektakularna z punktu widzenia marketingu politycznego. Premier Kopacz zapowiadała bowiem przyznanie specjalnego świadczenia macierzyńskiego w wysokości tysiąca zł przez rok od urodzenia dziecka dla kobiet, które nie pracują lub są zatrudnione na umowach cywilno-prawnych. Świadczenie będzie przysługiwało bez związku z wysokością dochodów w rodzinie.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej jest odpowiedzialne za przygotowanie odpowiedniego projektu ustawy. Jak czytamy w specjalnym liście, jaki minister W.  Kosiniak-Kamysz skierował do ZUS w dniu 7 stycznia br.: „Projektowana ustawa o zmianie ustawy o świadczeniach rodzinnych oraz niektórych innych ustaw wprowadza regulację umożliwiającą skorzystanie z urlopów (zasiłków) macierzyńskich wszystkim rodzicom, którzy takiej możliwości do tej pory nie mieli. Dotyczy to rodziców bezrobotnych, wykonujących prace na umowach o dzieło, studentów i rolników. Otrzymają oni nowe świadczenie rodzicielskie. Będą mogli je pobierać przez 12 miesięcy po urodzeniu dziecka. W przypadku urodzenia bliźniaków, trojaczków i więcej dzieci odpowiednio dłużej”. Obecnie prawo do otrzymywania zasiłku macierzyńskiego przysługuje przez 52 tygodnie (12 miesięcy) i jedynie rodzicom, którzy pracują i są ubezpieczeni z tytułu choroby i macierzyństwa. Obecnie projekt, już po konsultacjach publicznych, przeszedł do fazy opiniowania.

Nowe świadczenie jeszcze znajduje się w machinie urzędniczej, ale już wzbudza sporo emocji. Pojawiają się głosy pochwalające inicjatywę, ale i wiele jest głosów krytycznych.

Wśród głosów, które zgłaszają sprzeciw często słyszymy, że świadczenia będą pobierały osoby z tzw. ”marginesu”, dla których dziecko będzie tylko sposobem na zapewnienie sobie rocznego dochodu, a pieniądze zostaną wydane na używki. Oczywiście istnieje takie ryzyko, ale w takiej sytuacji opieka społeczna powinna otrzymać narzędzia, które pozwolą jej wstrzymać wypłatę zasiłku macierzyńskiego w przypadku, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że pieniądze nie są wydawane zgodnie z przeznaczeniem, a dziecko jest zaniedbany.

Krytycy nowego świadczenia nie dostrzegają jednej ważnej zależności. Szacuje się, że obecnie w Polsce na umowy cywilnoprawne, zwane „śmieciówkami” jest zatrudnionych ponad 1,5 mln Polaków. Większość tej grupy stanowią kobiety. W przypadku zajścia w ciążę pozostają one bez żadnych praw do jakichkolwiek świadczeń po urodzeniu dziecka – nie przysługuje im ani płatny urlop macierzyński, ani urlop wychowawczy. Ponadto pracodawcy bardzo szybko kończą współpracę z ciężarną. W związku z tym kobiety zatrudnione na podstawie umów cywilno prawnych bardzo długo zwlekają z decyzją o urodzeniu dziecka lub odkładają taką możliwość na bliżej nieokreśloną przyszłość. Roczne, comiesięczne świadczenie w wysokości 1000 zł może być argumentem, który przekona część kobiet do rozważenia, czy właśnie teraz, będąc zabezpieczoną finansowo przez rok matką, nie zdecydować się na urodzenie dziecka.

Nowym świadczeniem mają zostać objęte także osoby bezrobotne. Dotychczas kobiety, które zdecydowały się poświęcić rodzinie i nie podejmowały pracy także nie mogły liczyć na pomoc od państwa. Kobieta, nawet gdyby urodziła i wychowała 10 dzieci nie miała ubezpieczenia, prawa do świadczeń, czy emerytury w starszym wieku. Pomimo, że jej dzieci w przyszłości będą płacić podatki. Nie wspominając już o wkładzie w gospodarkę, jaka pochłonęło np. nakarmienie, ubranie, czy wychowanie tych dzieci. Przyznanie świadczenia matce bezrobotnej na pewno wspomoże budżet domowy przy wzmożonych wydatkach przez pierwszy rok życia dziecka i da kobiecie poczucie, że jej poświęcenie i praca włożona w wychowanie wreszcie została przez państwo dostrzeżona.

Pojawiają się także opinie, że świadczenie nie powinno być przyznawane rodzinom i matkom zamożnym. Dla państwa polskiego każde dziecko powinno mieć jednakowe znaczenie, bez względu na to, czy przyszło na świat w rodzinie biednej, średniozamożnej, czy zamożnej. Trzeba wziąć pod uwagę, że polskie społeczeństwo nie należy do najbogatszych na świecie. Osób, które maja ponadprzeciętne dochody jest niewiele. Poza tym każda rodzina, jeśli uzna, że takie świadczenie nie jest jej potrzebne może się go zrzec np. na rzecz bardziej potrzebujących. Wiele polskich rodzin ze statusem klasy średniej także z pewna dozą obawy myśli o powiększeniu rodziny. Bo chociaż zarobki mają lepsze niż inni to jednak mają zobowiązania finansowe np. spłacając kredyt lub opłacając prywatną opiekę nad starszym dzieckiem (miejsc w przedszkolach państwowych jest jak na lekarstwo). Państwo nie powinno różnicować dzieci i każde powinno być tak samo traktowane, niezależnie od statusu rodziny, w której przyszło na świat. Ponadto osoby średniozamożne lub zamożne z reguły wpłacają do kasy państwa dużą część pieniędzy z tytułu podatków czy innych danin. Ich dzieci nie powinny być więc przez państwo dyskryminowane.

Trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czy nowe świadczenie zaproponowane przez rząd premier Ewy Kopacz przekona Polaków do powiększania rodziny i posiadania potomstwa. Sytuacja demograficzna kraju jest w katastrofalnym stanie i każde nowe rozwiązania na pewno są pożądane. Jednak brakuje działań systemowych, dalekowzrocznych. Dotychczasowe rozwiązania mają charakter doraźnej pomocy, najwyżej na rok. Rodzice pragną jednak poczucia stabilizacji, żeby mogli decydować się na potomstwo. Rozwiązanie na rok to zbyt mało.

Pojawia się także pytanie, co z kobietami, które po tym roku będą chciały wrócić na rynek pracy – czy znajdą dla swoich pociech miejsce w państwowym żłobku lub później w przedszkolu? Będzie to bardzo trudne, o ile w ogóle możliwe. Niepokojące są informacje, że na 1 miejsce w przedszkolu przypada kilkoro dzieci. Kolejne kroki w ramach pomocy polskim rodzinom państwo powinno zwrócić właśnie w stronę budowania publicznych placówek oświatowych, które będą w stanie zaopiekować się dziećmi na czas pracy rodziców. Wiele kobiet chce podjąć pracę, nie jest jednak w stanie zapewnić należytej opieki swoim pociechom. A sprawa jest poważna, bo jak zauważa GUS „poziom aktywności zawodowej kobiet jest niższy niż mężczyzn. W 2013 roku na 1000 aktywnych zawodowo mężczyzn przypadało 554 biernych zawodowo, podczas gdy na 1000 aktywnych zawodowo kobiet – 1060 biernych zawodowo. Ludność bierna zawodowo jest znacznie sfeminizowana – ponad 61% tej populacji stanowią kobiety”. Przyznanie świadczenia macierzyńskiego może być dobrym początkiem przemyślanej polityki prorodzinnej państwa. Ważne, żeby za tym działaniem poszły następne, ale jest to wątpliwe w tej kadencji.

Sylwia Kochel-Pacocha

Autorka jest mężatką i pracującą mamą Stasia.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: , , , ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

1159