Dobry pomysł

7 kwietnia 2014 | Autor | Kategoria: Matka w sieci

Dzwonek do drzwi.
Otwieram, a w nich niewielka, zdeptana i przygarbiona postać w kaszkiecie i kraciastej marynarce. Spodnie w kant i wypucowane buty.
Przywitanie: delikatnie uchylone nakrycie głowy, niedyskretnie uchyla rąbka tajemnicy – siwych włosów pozostała garstka. Twarz ciepła, pomarszczona.
Wyznanie:
– Śledziłem panią!… (szok!)
– Skutecznie, nie zdawałam sobie sprawy z pana śledztwa!
Czarujący uśmiech i odpowiedź na wszystkie pytania:
– W AK służyłem… Mam hobby, wyszukuję stare maszyny do szycia, naprawiam je i chciałbym pani jedną podarować, bo wiem, że przy gromadce dzieci ten sprzęt się przydaje.
Mam maszynę, ale nie miałam serca odmówić przyjęcia TAKIEGO podarunku, przytachanego  (solidna, z lat pięćdziesiątych) przez osiemdziesięciosiedmioletniego człowieka o lasce.
Wspólnej herbaty odmówił…
Koniec końców: maszyna służy, choć nie mnie. Pamięć o niezwykłej wrażliwości i umiejętności obdarowywania swoimi talentami – pozostanie!

Przyszedł czas na odwiedziny. Długo oczekiwana wizyta u przyjaciół i mnóstwo dobrych emocji związanych z TYM wyjściem, bo przecież w tygodniu spotkań nie brakowało.
Ciepłe przyjęcie, (u)ważne rozmowy, otwartość na potrzeby i pomysły dzieci…
A  gdy czas na pożegnanie (sporo już odwlekany), zostajemy niespodziewanie obdarowani. „Przyjmijcie proszę tę maszynkę, bo nam rzadko kiedy potrzebna. Same ją dostałyśmy- szkoda, żeby była nieużywana, a w dużej rodzinie chyba się przyda…”
Każdego dnia ułatwia przygotowanie obiadu.

W trakcie poszukiwań konkretnych informacji, wciągnęłam się na listę newslettera jednego z blogerów. Od tej pory, przynajmniej raz w tygodniu, otrzymuję mejla z wiadomością: „co u niego?”.
Otwarłam tylko jedną z nich. A tu zachwyt nad wiosną i nad sposobem zarobkowania przez jednego z jego znajomych. Wczytuję się w szczegóły i z każdym słowem jestem coraz bardziej wściekła!

Otóż, sprytny „przedsiębiorca” wyszukuje mieszkania do wynajęcia, podpisuje umowę z właścicielem lokalu i podnajmuje ową nieruchomość kolejnym, znalezionym przez siebie osobom. Naturalnie drożej. Na tym procederze zarabia podobno kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie.
Bloger zachwala „genialny” pomysł, robiąc reklamę temu podwójnemu oszustwu i usypiając sumienia kolejnych pucybutów, którzy marzą o wielkiej fortunie.

I rodzi się w mojej głowie (niejedna) refleksja… Być może, z biegiem czasu, zepsuty nieprzyzwoitym dochodem „przedsiębiorca” weźmie pod swą „opiekę” jedną ze studentek. W końcu pokój drogi, życie drogie, a na necie polecają taki sposób utrzymania… I pieniądze (rozbiją) w rodzinie!

Wanda Mokrzycka

Autorka jest mężatką, matką sześciorga dzieci, byłą dziennikarką m.in Gościa Niedzielnego, aktywną Internautką, z zamiłowania fotografką.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: , , , , ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

989