Docenić… hałas

29 października 2012 | Autor | Kategoria: Matka w sieci

Od wielu miesięcy wodziła mną tęsknota. Do ciszy. Liczne ucieczki kończyły się fiaskiem (tj. zbyt szybko). W domu pełnym małych Osób rodzi się mnóstwo zwariowanych pomysłów, rozemocjonowanych okrzyków, spontanicznych śmiechów i rywalizacji: kto pierwszy, kto dłużej i głośniej się wypowie (czyt. skupi uwagę rodzica na sobie). Hałas, wrzawa, harmider, szum, zamieszanie, poruszenie, rwetes, larum, granda – nieodłączni towarzysze mego życia. I oto wyruszam w podróż. Sama.

Zostawiam w domu po pięć, starannie przygotowanych, zestawów ubrań dla każdego dziecka, pięć obiadów na kolejne dni nieobecności i dzielnego Męża. W podróży myśli kotłują się. Każda, i ta o niełatwym fachu szafarki (bo moda bezwzględnie dyktuje  kolory i fasony – nie pyta czy „do twarzy”), i te dotyczące realizacji nowych zamierzeń docierają bez ogródek. Dziwne. Pomysły na rozmyślanie kończą się szybciej niż na co dzień. Niespotykane.

W końcu zasypiam. (Przed południem) zjawiskowe! Jednak znalazł się ktoś, kto głośną rozmową telefoniczną, dotyczącą liczenia nietoperzy w tatrzańskich jaskiniach, wybudza mnie ze snu… Wędrując z czerwoną walizką po stolicy, staram się odwiedzić miejsca dotąd niepoznane. Udaje się nawet z nawiązką. Bezdzietne tempo. Głodna kieruję się do knajpy z frytkami, którą, otoczona wianuszkiem dzieci, z pewnością bym ominęła. Przypominam sobie smak studiów. Bardzo mi odpowiada taka niezależność. Nikt mnie tu nie zna, nikt nie pyta o rodzinę, a taktowny Mąż nie wydzwania. Ale na każde usłyszane „mamo!” reaguję…

Dwa dni później chciałabym usłyszeć „mamo”. Bo mimo pięknych, nowo poznanych ludzi wokół mnie, mam wrażenie, że znajduję się na pustkowiu. Nie mam u boku nikogo, przed kim odkrywałabym sens istnienia i tłumaczyłabym zjawiska. Dorośli o to nie pytają. Każdy za to pyta czym się zajmuję, jakie mam osiągnięcia i ten pryzmat rzuca mu (prawdziwy?) obraz mojej osoby, podsuwa tematy rozmów… W pustym pokoju hotelowym myśli biegną do wypełnionego duchem rodziny domu. Posiłki, choć wykwintne, spożywane w ciekawym towarzystwie, nie wydają się być czasem dzielenia się ze współbiesiadnikami tym, co nas spotkało, czy sensu stricto jedzeniem. Nie kończą się pewnym… zjednoczeniem. Wieczorne rozmowy, choć zabawne, a czasem inspirujące, służą, mam wrażenie, do wypełnienia pustki, może ucieczki, albo kamuflażu…

Na nowo poznałam smak „wolności”. W tym czasie mogłam się skupić jedynie na sobie, za nikogo nie byłam odpowiedzialna, od nikogo zależna. Bajka? Poznałam wspaniałych ludzi, zwiedziłam zachwycające miejsca, uczestniczyłam w doskonale przeprowadzonej konferencji naukowej i nie miałoby to większego znaczenia, gdyby nie możliwość podzielenia się tym z rodziną. Cała ta sytuacja nie wywarłaby na mnie takiego wrażenia, gdybym nie mogła wrócić do miejsca pełnego kochających się wzajemnie ludzi.
Rodzina jest moim miejscem na ziemi. Dobrze, że jest!

Wanda Mokrzycka

Autorka jest mężatką, matką pięciorga dzieci, byłą dziennikarką m.in Gościa Niedzielnego, aktywną Internautką, z zamiłowania fotografką

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: , , , ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

1298