Sumienna praca (bez) sumienia

24 marca 2014 | Autor | Kategoria: Matka w sieci

Spokojnym krokiem, w płaszczu i kapeluszu, zbliża się, do przeszklonych drzwi, w przeszklonej ścianie nowoczesnego budynku, o atrakcyjnej lokalizacji, człowiek. Mężczyzna, z każdym krokiem, jest „analizowany” przez pracowników salonu. Czasem z premedytacją (i nadzieją na premię), albo zupełnie nieświadomie (szkolenia robią swoje). Ze spotkania wychodzi zadowolony. Z podpisaną „bardzo atrakcyjną” umową na internet, darmowymi minutami, które z nawiązką opłaci w abonamencie i telefonem za złotówkę. Właściwie chciał tylko poznać nowe oferty, by wybrać jedną i przedłużyć wygasającą umowę internetową. Pani konsultantka była jednak taka miła, życzliwa! Zależało jej na dobru klienta, skoro poświęciła mu tyle czasu! Cierpliwie tłumaczyła niejasności, przeliczała oferty, pytała o preferencje, o rodzinę i jej potrzeby… To dopiero profesjonalna obsługa! I oszczędność czasu, bo upiekł dwie pieczenie…

W domu okaże się, że internet jest o kilka złotych tańszy, ale i o kilka MB wolniejszy (pani stwierdziła, że w „sam raz” dla emeryckiej rodziny). A potrzeby telefoniczne nie aż tak wielkie, by wykorzystać w pełni ofertę. I ten telefon… Mężczyzna i tak pozostanie przy swoim aparacie, bo potrafi się nim posługiwać (nowy nabytek chciał podarować wnukowi, ten go wyśmiał, bo to model sprzed dwóch lat…)
Faktycznie, miła pani konsultantka, zweryfikowała kwestionariusz dotyczący klienta (moc informacji zapisanych na przyszłość dla operatora); wyczyściła magazyn ze starych aparatów telefonicznych (premia); przy okazji sprzedaży (przestarzałej w parametrach) usługi internetowej, wyrwała z macek konkurencji klienta, oferując mu nowe bonusy za utrzymanie numeru u operatora (premia). Bilans: pozyskany na kolejne dwa lata, zadowolony klient, zadowolony szef salonu (założony na ten miesiąc plan sprzedaży zostanie zrealizowany), premia.

Mężczyzna wraca do salonu, by zrezygnować z umowy. Podpisał ją nie znając ofert konkurencji. Poczuł się oszukany… Ale nie ma takiej opcji. Właściwie jest, tylko że z anulowaniem umowy należy wnieść opłatę w wysokości dwóch i pół tysiąca złotych… Zgodnie z prawem konsumenta można zareklamować kupioną usługę. Rezultat: od półtora miesiąca ani mężczyzna, ani jego sąsiedzi (dzieli z nimi transfer) nie mają dostępu do internetu.

Pierwsza poważniejsza praca absolwentów dziennikarstwa dla lokalnego portalu informacyjnego. Płaca niewysoka, za to wielka radość, że w zawodzie, że nowe doświadczenia, że na umowę… nie trwa długo. Ze wzrostem klikalności (portal jest znany, ma stałych czytelników, zdobywa sobie ich zaufanie), zmieniają się zasady pisania. Właściciel kładzie nacisk na „artykuły sponsorowane”. Reklama to jedyna szansa na niedokładanie do interesu, zatem „dziennikarz” (sprzedawca tekstów raczej) szuka teraz miejsc, zdarzeń, osób, które chciałyby się zaprezentować na łamach portalu (za co płacą). Jeśli więc czytacie Państwo o dobrotliwym wpływie wschodniej sztuki parzenia herbaty na nasze życie, zastanówcie się najpierw lub rozejrzyjcie po gazecie (portalu), czy aby w pobliżu artykułu nie ma reklamy topowej herbaciarni.

Zastanawiam się często nad etyką zawodową: czy ma dla mnie cenę, czy wartość?

Wanda Mokrzycka

Autorka jest mężatką, matką sześciorga dzieci, byłą dziennikarką m.in Gościa Niedzielnego, aktywną Internautką, z zamiłowania fotografką.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Twitter
Tagi: , , , , ,

Komentarze:

Napisz nowy komentarz

1051